
Jak znaleźć swój talent i go wykorzystać?
Każdy go ma. Ty także. Być może jest to piękny głos. Może umiesz szydełkować. Jesteś mistrzem Excela i geniuszem analitycznym. A może po prostu umiesz słuchać innych. Wgląd w siebie jest ważny i umiejętność zrobienia czegoś w rodzaju analizy SWOT: mocne strony (Strengths), słabe strony (Weaknesses), szanse (Opportunities), zagrożenia (Threats). Zwróć też uwagę na to, co dobrego inni widzą w Tobie. Jeśli sąsiadka mówi, że lepisz wspaniałe pierogi, to może rzeczywiście ma rację. A jeśli powie Ci to pół rodziny, to z pewnością już nie przypadek ani pojedyncza, grzecznościowa opinia.
Można też zmienić swoje wady w zalety
Jak? Na przykład mały biust może być kompleksem, ale może też być powodem do radości – kręgosłup pozostaje zdrowy, a pępek jest cały czas widoczny mimo upływu czasu. Masz możliwość biegania bez odpowiedniego wsparcia w postaci drogiego stanika utrzymującego tkankę tłuszczową i gruczołową na miejscu. Co prawda ja nie biegam. Ale mogłabym. 😅 Posiadanie przerwy między udami było dla mnie kiedyś powodem do wstydu, tymczasem obecnie jest nowym kanonem piękna i ma nawet swoją nazwę: thigh gap (ludzie są pie*******ci).
Mam też taką przypadłość, która według mnie nie jest normalna i na pewno wynika z jakiegoś zaburzenia: wyłapuję literówki i inne błędy językowe szybciej niż Braun łapie za gaśnicę. Nie w takich normalnych, codziennych konwersacjach. Bez przesady. Ale gdy widzę jakieś pismo urzędowe, książkę sprawdzoną kilka razy przez korektora i redaktora albo, nie daj Boże, baner reklamowy z błędem, to mnie krew zalewa. Mogłabym to pewnie jakoś leczyć, ale wolę przekuć wadę w swoją zaletę. Korekta i redakcja dają mi niesamowitą satysfakcję. Tak, jestem w tym dobra.
Czy warto z hobby zrobić źródło zarobku?
Po kilku latach robienia zawodowo tego, co kocham, mam takie przemyślenie: są dwie strony takiej, zdawałoby się, “idealnej” sytuacji. Z jednej – jeśli coś przychodzi Ci z łatwością, robisz to chętniej i szybciej niż coś, do czego nie masz “smykałki”. Możesz pomagać innym, którzy nie mają takiego talentu i pośrednio wpływać na ich sukces. Dlatego imponują mi osoby, które mają konkretny “fach w ręku”: szyją, malują, potrafią kaligrafować, zbudować coś z niczego, a nawet dają sobie w życiu radę bez trytytek (ja nie potrafię).
Talent is a gift. Hard work is a choice .
Z drugiej strony – nie wystarczy lubić pisać. Sam dar do czegoś to tylko jedna zmienna. Bez ciężkiej pracy talent pozostanie Twoim hobby. Tylko ja wiem, ile czasu spędziłam nad tekstami i ile moje oczy otrzymały dawek światła niebieskiego bombardującego plamkę żółtą (jeszcze nie oślepłam, ale wpatrywanie się w monitor na pewno nie pozostaje obojętne dla wzroku). Nie ma nic za darmo.
Nie wszystko złoto, co się świeci
To, że robisz akurat to, co lubisz, nie oznacza, że będziesz robić to dokładnie tak, jak lubisz. Jeśli ktoś Ci za coś płaci, to wymaga konkretnego efektu. Niekoniecznie takiego, który Ciebie satysfakcjonuje. Przykładowo copywriter może mieć swój styl, ale i tak powinien go dostosować do danego zlecenia i zleceniodawcy. Fliziarz musi układać znienawidzone płytki à la marmur i męczyć się z odpowiednim ustawianiem wzoru, żeby pańcia była zadowolona (tak, ta zła pańcia to byłam ja). Lektor lubi pracę głosem, ale podkłada go pod gniot typu Fifty Shades of Grey.
Jeszcze jedno: pisanie przez długi czas na jeden temat bywa powodem wypalenia. Ileż można pisać o tym samym, ale w różny sposób, żeby nie powtarzać cały czas tych samych informacji. Twoje hobby przestaje być hobby. Przestaje dawać Ci radość, bo staje się pracą, obowiązkiem. Dlatego to, co piszę na własny użytek – na bloga, social media, do szuflady – jest dla mnie takim ostatnim bastionem przyjemności z pisania. Celowo nie chcę podchodzić do tego w profesjonalny sposób: dbać o nagłówki, słowa kluczowe, dostosowywać do zasad SEO i AI Overviews, trendów… Chociaż pewnie powinnam. Szewc bez butów chodzi, ale chcę zachować jeszcze radość z bawienia się słowem.
Najpierw drzewo, potem deski
Parafrazując słowa prof. Bartoszewskiego: są w życiu rzeczy, które warto i są takie, które się opłaca… I nie zawsze to, co warto – się opłaca, a to, co się opłaca – warto.
Nie dam Ci teraz prostej odpowiedzi, czy warto spieniężyć swój talent. Sama się nad tym nadal zastanawiam. Dużo zależy od branży, Twojej sytuacji, nastawienia. Tak naprawdę nie przekonasz się, dopóki nie spróbujesz. Nie czekaj jednak na swoją perfekcję, najtrudniej jest zacząć. Nie szlifuj desek, zanim drzewo nie leży na ziemi.
Pro tip: jeśli zastanawiasz się nad przebranżowieniem, to pamiętaj, że grabarza i położnej nigdy nie zastąpi AI. 😉
