Dzisiaj mija 18 lat, od kiedy rozpoczęłam studia. Aż musiałam kilka razy upewnić się, że nie pomyliłam się w obliczeniach. Ale nie o mojej kiepskiej arytmetyce dzisiaj ani o upływie czasu. Bystry czytelnik zwróci uwagę: ej, ale początek roku akademickiego jest początkiem października! Dlaczego nie rozpoczęłam życia studenckiego, jak każdy przykładny student?
Bo fantazja jest od tego, aby bawić się na całego
Otóż na dzień przed pierwszym dniem na uczelni przeorałam twarzą po asfalcie. Wyglądałam niezbyt wyjściowo z krwiakiem w oku, zakrwawioną twarzą, ręką i nogą. Dwa tygodnie później wygląd nieco się poprawił, a przede wszystkim wróciła mi pamięć i z opóźnieniem mogłam dołączyć do grupy studentów nieświadomych, jak wyglądają egzaminy. Brak kasku na tym pustym łbie i szaleńcza jazda skuterem skończyła się tymczasową utratą pamięci. Bardzo wybiórczą. Pamiętałam, kim jestem i co się stało, ale byłam przekonana, że wakacje dopiero przede mną. Trzy miesiące życia zostały wykasowane z mojej pamięci. Zapewne miałam wstrząśnienie mózgu, ale kto by się tym przejmował. Podczas gdy jakaś babcia mieszkająca nieopodal udzielała mi profesjonalnej pierwszej pomocy poprzez nakładanie kremu Nivea na moje krwawiące rany (serio :D), moi współtowarzysze niedoli wmawiali mi, że następnego dnia rozpoczynam studia. Nie wierzyłam. Pamięć na szczęście w końcu wróciła, rany się zagoiły jak na psie, a naukę z tego doświadczenia wyniosłam taką, że mam w życiu więcej szczęścia niż rozumu.
Lepiej być głupim czy rozsądnym?
Był czas (niedawno), że zadawałam sobie pytanie: dlaczego tak późno zaczęłam nabierać mądrości życiowej? Nie mam na myśli przyswajania wiedzy z podręczników, tylko o taką dojrzałość, że znasz ciąg przyczynowo-skutkowy: jeśli włożysz rękę do ognia, to się sparzysz. Nie uważam, żebym teraz była jakaś wybitnie dojrzała i liczę na to, że za 10 lat powiem sobie: ale byłaś głupia w 2024 r.! Na pewno jednak obecnie mam więcej mądrości niż w 2006 r. W młodości (wczesnej, bo młoda jestem nadal) robiłam rzeczy, na które teraz bym się nie zdecydowała. I to jest clue sprawy: gdybym była wtedy mądrzejsza, to ominęłaby mnie najlepsza zabawa. Nie poczułabym tej wolności i wiatru we włosach w trakcie jazdy jednośladem (mimo wszystko nie polecam braku kasku, nawet podczas poobiedniej jazdy na rowerze do osiedlowego sklepiku). Nie wychodziłabym na wysoką czereśnię, żeby się najeść robaków aż do bólu brzucha. Nie próbowałabym uczyć się pływać na tamie zbudowanej na rzece. Nie pojechałabym nigdzie stopem. Nie piłabym bimbru niewiadomego pochodzenia. Nie spałabym pod namiotem w szczerym polu. Nie śpiewałabym na całą wieś, fałszując przy tym przeokrutnie: Jedzie, jedzie mazureczek, wiezie, wiezie mi wianeczek roooooooozmaryyyynowyyyyyyy!!! Nie imprezowałabym, nie zagadywałabym do obcych ludzi. Siedziałabym w domu i lepiłabym pierogi, bojąc się świata. Tylko babcia mnie zawsze broniła: Dajcie jej spokój, ma jeszcze czas na stanie przy garach. Miała rację! Teraz stoję przy nich codziennie! I wspominam lata młodzieńcze z uśmiechem na ustach.
Statek stojący w porcie jest bezpieczny, ale nie po to buduje się statki, by stały w portach
Ryzykowałam życie wielokrotnie. Jeśli ktoś urodził się w latach 80’ lub 90’, to nie miał innego wyjścia 😛 Kto nie zbierał rtęci z rozbitego termometru, ten nie zna życia. Teraz, u progu dorosłości (hehe), nie mam tyle odwagi, naiwności, wiary w ludzi i w mojego anioła stróża. Jest takie powiedzenie: żyj tak, żeby wstyd było opowiadać, ale miło wspominać. Do wszystkich moich głupot młodzieńczych przyznawać się nie będę, ale myślę, że to właśnie młodość jest od szaleństw, uczenia się na własnych błędach, poznawania siebie. Oczywiście w granicach rozsądku. Znam osoby, które miały mniej rozsądku niż ja i mają wyrok w zawiasach albo pełnoletnie dziecko.
Ten wpis będę musiała usunąć, gdy moi synowie wejdą w okres nastoletni i zaczną stresować matkę głupimi pomysłami. Mamie było wolno. Wam nie!
