
Nie oglądam telewizji. No, chyba że leci coś wybitnie absurdalnego, co sprawia, że czuję się jak antropolog badający dzikie plemię. I tak oto wpadłam w sidła „Rolnik szuka żony”, a teraz – dla dobra nauki, dla dobra ludzkości (i ku jej przestrodze) – odpaliłam „Żona dla Polaka”, czyli nowy eksperyment TVP, w którym nasi rodacy z Chicago szukają żony z Polski. Już na starcie zdradzę: ten format ma wszystko, co trzeba, żeby nie oglądać go na trzeźwo.
„Rolnik szuka żony” – klasyk, który się nie starzeje
Program znany i lubiany, choć coraz mniej o rolnikach, a bardziej o przedsiębiorczych panach/paniach, którzy zamiast krowy do dojenia mają leasingowaną Teslę. Kandydatki? Mniej pań gotowych do dojenia krów, więcej takich, które chcą doić użytkowników Instagrama. I oczywiście – product placement na poziomie: „subtelny jak walec drogowy”. Czy któryś odcinek może się obyć bez tekstu o nowym nawozie czy fotowoltaice? Nie sądzę. Coś mnie jednak fascynuje w tego rodzaju programach. Postanowiłam porównać dwa, w teorii podobne do siebie formaty. Obejrzałam wszystkie serie „rolnika” oraz pierwszy i połowę drugiego odcinka „Żona dla Polaka” – wystarczy, by wyrobić sobie zdanie.
Nowy hit TVP: „Żona dla Polaka” – patriotyczny Tinder na sterydach
5 stycznia 2025 r. pojawiło się nowe show TVP1, w którym rodacy poszukują żon – koniecznie made/born in Poland. TVP uznało, że miłość w zagranicznej wersji powinna być bardziej narodowa. Mamy więc czterech polskich kawalerów z USA, którzy po latach życia w amerykańskim raju doszli do wniosku, że lokalne dziewczyny są „za mało polskie”. Pomysł? Sprowadźmy dziewczyny z ojczyzny! Bo przecież nic tak nie łączy, jak długi lot przez Atlantyk i 5-minutowe speed datingi. Fabuła godna Oscarów: przywozimy dziewczyny, trzymamy je w jednym miejscu i patrzymy, kto wytrzyma dłużej – one czy widzowie. Narrator (Kacper Kuszewski, czyli Marek z „M jak Miłość”) wprowadza widzów w amerykański sen. Główna atrakcja? Domy uczestników. Bo przecież każdy wie, że miłość zaczyna się od przeliczenia metrażu i liczby garaży.
Łukasz, Sebastian, Mateusz, a może Mariusz?
Jak to się dzieje, że z jedną osobą od razu „klika”, a z kimś innym zupełnie nie? Czy miłość od pierwszego wejrzenia istnieje? Tego się nie dowiesz z tego programu, bo tempo scenariusza jest zadziwiające. Przedstawię jednak najpierw poszczególnych bohaterów.
Mariusz – król red flagów
Lovelas z tłustymi włosami, który przechwala się, że przesp… tzn. przetestował już chyba wszystkie Polki w Chicago. Nadal szuka tej jedynej. W wyborze kandydatek pomaga mu jego była dziewczyna, która jest ZAWSZE DOSTĘPNA (czyli totalnie normalna sytuacja, prawda?). Taka ex to skarb. Mieszkał w Nowym Sączu, ale dopiero w Stanach stał się sakcesful. W okolicach 50-tki postanowił założyć rodzinę, dlatego szuka odpowiedniej dziewczyny, która urodzi mu dziecko. Szczerze? W „Sanatorium miłości” zrobiłby furorę.
Łukasz – najlepsza partia na Sądecczyźnie
Agent ubezpieczeniowy, który krąży między Polską a Stanami. W Chicago mieszka z siostrą, ale UWAGA – ma dom pod… Nowym Sączem! Z widokiem na góry! Dobra partia! Gdyby nie to pomieszkiwanie u siostry. Miły, kulturalny, niebrzydki, ale ma coś w sobie, co sprawia, że mam ochotę mu przedstawić jakiegoś chłopaka. Już ja jestem bardziej męska niż on.
Sebastian – informatyk w cieniu ojca
Nie rzuca się w oczy, bo całą uwagę kradnie jego ojciec. Senior rodu ma złote rady, ciekawe wspomnienia i gotuje pomidorową – co w sumie czyni go najbardziej charyzmatyczną postacią programu. Sebastian powinien się uczyć od ojca. Jedna z kandydatek początkowo nie przypadła Panu Bogdanowi do gustu, bo tańczy na rurze, a jednocześnie jest specjalistką ds. obsługi klienta – połączenie tych dwóch zajęć nie brzmi dobrze. 🫣 Tatko twierdzi, że widział kiedyś, jak ta rura spadła na tancerkę. Wiadomo więc, że to człowiek światowy, obyty, coś tam w życiu doświadczył 😉 Póki co to mój faworyt.
Mateusz – strażak ukrywający klatę, ale z chałupą (rodziców)
24-latek, za którym teoretycznie panny powinny sznurem biegać. Ale tu bardziej biegają za jego domem w Chicago. Dziewczyny piszczą na widok wystroju, ale nie na widok Mateusza. Cóż, życie.

Randki w reality show, a może cringe show?
Oglądanie tych pierwszych spotkań to jak cofnięcie się do własnych randkowych porażek – tylko na pełnym ekranie i z publicznością. Miałam ciarki żenady, przypominając sobie moje najgorsze randki w życiu (takie rzeczy akurat pamięta się dobrze!). Często to ja byłam najsłabszym ogniwem. Podobnie jak jedna z uczestniczek programu, zagadałam kiedyś chłopaka tak bardzo, że już w połowie mojego monologu wiedziałam (on pewnie też) – to będzie nasze ostatnie spotkanie. Chociaż miło się rozmawiało.😆 Wracając do programu – jeśli ktoś mówi Ci „nie wiem”, oznacza to „nie”. Niezdecydowany Łukasz powiedział, że nie wie, czy kandydatka jest w jego typie, po czym jej podziękował. Tak w ogóle to jaka to byłaby oszczędność czasu, gdyby na pierwszym spotkaniu facet przyznał, że chrapie w nocy, lubi piwko wypić po pracy, a gdy szuka spokoju, to zamyka się w garażu na kilka godzin albo jedzie do mamusi. Z kolei dziewczyna mogłaby od razu powiedzieć, że lubi karać ciszą, a wspólne prysznice odpadają, chyba że on też polubi wrzątek.
Nowy program TVP – warto obejrzeć czy nie?
Mam swoją hipotezę. Te wszystkie głupie reality show typu Love Island, Hotel Paradise, Ślub od pierwszego wrażenia itd. to jakiś eksperyment społeczny. Nie ma innej opcji. Wrzucam ten tekst, gdy finał „Polak szuka żony” już czai się za rogiem, a ja właśnie rzuciłam okiem na jeden z ostatnich odcinków. Powiem tak: złamałby każdego, kto jeszcze wierzył w instytucję małżeństwa. Tylko wolne związki!
- 29-letnia kandydatka Łukasza źle policzyła sobie wiek i jest jednak o 6 lat starsza (komu się nie zdarzyło, niech pierwszy rzuci kalkulatorem). Dom pod Nowym Sączem będzie zaprezentowany w kolejnym odcinku.
- Pan Bogdan, mój faworyt, zyskuje coraz bardziej. Mężczyzna wszechstronnie uzdolniony, komunikatywny. Gdyby tylko syn się na niego podał…
- Lovelas Mariusz umył włosy – sukces! Obcałowuje i obmacuje każdą kandydatkę, żądając zaufania. 🤯
- Mateusz-strażak nadal nie chce pokazać klaty. To jakby szef kuchni w MasterChefie odmówił gotowania. Ja tam uważam, że w tych czasach goły tors to minimum, które trzeba pokazać w reality show, by zdobyć zaufanie widza.
Czy oglądać? Jeśli NAPRAWDĘ nie masz co robić ze swoim życiem – śmiało! Są ludzie, którzy wysyłali SMS-y na satanistyczny, eurowizyjny występ Steczkowskiej z tancerzami na obcasach i w skietach z logo Nike, wyznawcy Thermomixa tańczą do jego nowej wersji, a inni jarają się Fagatą albo oglądają “Królowe życia” – Ty możesz pooglądać show z Czikagoł. „Żona dla Polaka” jest jak popisowa wpadka na oczepinach w trakcie wesela – niby żenujące, ale nie możesz przestać patrzeć. Polecam!
Przeczytaj o moich planach na życie: Co będzie ostatnie: jajko czy ChatGPT? O życiu poza zasięgiem – Aldona pisze… copywriting, pisanie tekstów, tworzenie treści, opisów i doświadczeniu życiowym: Oda do młodości – Aldona pisze… copywriting, pisanie tekstów, tworzenie treści, opisów