Sztuczna inteligencja w służbie piękna

Nowy standard piękna stworzony przez algorytmy 

Przewijasz Instagrama. Pyk, idealna twarz. Pyk, biust jak dwa dorodne melony, które mogłyby mieć własny kod kreskowy. Pyk, talia osy na głodówce i pośladki tak jędrne i kształtne, jakby wycięte laserem 3D. Każda na Bali, Malediwach albo innym tropikalnym raju dla influencerów, gdzie problemy dnia codziennego ograniczają się do tego, czy kolor smoothie pasuje do bikini. Patrzysz w lustro i myślisz: „Czy to moje odbicie, czy jakiś bug w systemie?”. Bo skoro wszędzie są te idealne sylwetki, a Twoja nie wygląda jak z katalogu dla cyborgów, to może coś jest nie tak? Patrzysz na siebie i masz ochotę na twardy reset.

Jak AI wpływa na naszą samoocenę?

I tu wchodzi AI – nieproszona, jak ciotka na weselu, mówi: „Spokojnie, kochana, ogarniemy to!”. Tak oto zamiast ludzi mamy awatary – perfekcyjne, bez porów, bez cellulitu, bez osobowości, z pustym spojrzeniem. Sztuczna inteligencja promuje kanon piękna, którego nigdy nie osiągniesz, chyba że przerobisz się na plik PNG. To właśnie wpływ AI na kobiece piękno, które zmienia standardy na takie, które są nie do osiągnięcia. Widzisz to codziennie w mediach społecznościowych – sztuczna inteligencja i social media to połączenie, które wypacza rzeczywistość. Postrzeganie urody w branży beauty również zmierza w mało realistyczne kierunki… Nowy standard urody: upgrade’uj się albo giń. Aż 1 na 3 kobiety oddałaby rok swojego życia za idealny wygląd!

Płacimy za iluzje

Ale wiesz, kto jest w tym wszystkim największym przegrywem? Faceci. Tak, ci sami, którzy twierdzą, że lubią naturalne kobiety, a potem ślinią się do AI-lasek, które nigdy nie powiedzą: „Nie dzisiaj, boli mnie głowa”. Ba! Wysyłają “im” przelewy, żeby zobaczyć więcej! AI influencerzy są wykorzystywani do kierowania użytkowników na platformy takie jak OnlyFans i Fanvue, gdzie publikują prowokacyjne lub nagie zdjęcia dla płacących subskrybentów. Tak, dobrze czytasz – goście płacą za zdjęcia generowane przez algorytm! I nie, nie chce mi się tego nawet komentować.

https://www.aldonapisze.pl/oda-do-mlodosci/

Jak sztuczna inteligencja zmienia social media

Podobno 40% treści w internecie to już twory AI. Przewiduje się, że do 2025 r. aż 90% treści online będzie generowanych przez sztuczną inteligencję. Niedługo wejdziemy na taki level matrixa, że będziemy wspominać czasy Photoshopa jako erę średniowiecza. Przecież teraz porównujesz się już nie do kobiet, ale do renderów w 8K, których jedyną wadą jest brak duszy i numeru PESEL. Cyfrowe byty, takie jak Miquela (@lilmiquela), Shudu (@shudu.gram) czy Aitana Lopez (@fit_aitana), angażują miliony obserwujących, promując marki i produkty w sposób nieodróżnialny od ludzkich influencerów. W dodatku nie marudzą. AI-influencerzy promują produkty, zarabiają na OF i zgarniają kasę szybciej niż Ty zdążysz powiedzieć deepfake. I nawet jeśli ta laska na zdjęciu to faktyczna osoba, to zanim trafiła do sieci, przeszła przez 17 filtrów, 3 aplikacje i konsultację z wewnętrznym krytykiem, który powiedział: „Nie, jeszcze niewystarczająco idealnie”. It’s a trap!  Patrzymy na idealne sylwetki i twarze, które mogłyby mieć wgraną opcję adjust brightness & contrast.

https://www.aldonapisze.pl/o-chorej-babie-kurczakach-z-kfc-i-einsteinie/

Nie wierz we wszystko, co widzisz w internecie

Sztuczna inteligencja stworzyła nowy standard piękna, do którego nie masz szans dorównać, bo… nie jesteś renderem z NVIDIA RTX 5090. Nawet modelki mają bad hair day, rozszerzone pory, wrastające włoski, cellulit i – o zgrozo – PMS. I to jest NORMALNE. Nie musisz wyglądać jak AI-awatar, żeby być piękna. Bo prawdziwe piękno to takie, które nie wymaga 500 GB RAM-u i nie aktualizuje się co tydzień. Nie da się go wygładzić suwakiem skin smoothing. Sztuczna inteligencja stworzyła iluzję perfekcji, ale prawdziwe piękno leży w niedoskonałościach, których nie da się zaprogramować. Ty jesteś prawdziwa. I to jest warte więcej niż milion lajków pod zdjęciem.

https://www.aldonapisze.pl/borelioza-i-inne-blogoslawienstwa-roku-2024/