
Czas na podsumowanie roku 2024. Jaki był dla Ciebie? Pełen wrażeń, nudy, smutku, radości, wzlotów i upadków? Założę się, że wszystkiego po trochę. Pełny różnych odcieni życia. Nie robię planów na kolejny rok, bo mam już ustalone cele długoterminowe i to do nich dążę maleńkimi kroczkami. Ten rok uświadomił mi jednak, że przy planach musi pojawić się gwiazdka: *pod warunkiem, że sytuacja na to pozwoli. Chcesz dowiedzieć się, jakie lekcje wyniosłam z minionego roku? Lecimy!
1. Możesz wszystko, ale jeśli coś kosztuje Twoje zdrowie psychiczne lub fizyczne, to jest to za drogie.
Mogłabym wystukiwać na klawiaturze dziesiątki tysięcy znaków, siedzieć po nocach, jak kiedyś i wpaść w pracoholizm, powoli i skutecznie niszcząc swoje zdrowie. Tylko, czy warto? Miałam to szczęście (jestem wdzięczna za każde zlecenie), że na brak pracy nie mogłam narzekać. I często nie wyrabiałam na zakrętach. Zdiagnozowałam u siebie ADHD, którego nie mam. Musiałam zwolnić, chociaż wewnętrznie chciałam zrobić dużo, duuuużo więcej. Zrobiłam więcej, ale dla siebie.
2. Wolność jest ważna. Finansowa także.
Akapit skierowany głównie do płci żeńskiej. Każda kobieta powinna mieć swoje pieniądze. Zarobione przez siebie, nie przez męża, konkubenta (paskudne słowo, a fuj!) etc. Na czarną godzinę, na podpaski, na croissanta pistacjowego, na prezenty dla bliskich i prezenty od siebie dla siebie. Nieważne, czy jest to 200 zł czy 30 tys. co miesiąc. Nie nadałabym się na utrzymankę. Nigdy moje poczucie własnej wartości, bezpieczeństwa i sprawczości nie było tak podkopane, jak wtedy, gdy nie zarabiałam własnych pieniędzy. Wydaje Ci się, że nie musisz pracować i świadomie wchodzisz w ten układ? Na chwilę – ok, czasem sytuacja tego wymaga (been there, done that), na dłużej – nie polecam. Może źródełko nie wyschnie, przemoc ekonomiczna Cię nie dotknie, ale życie jest nieprzewidywalne. Naiwnością jest wiara w to, że śmierć, choroby, rozstania i inne nieszczęścia nie przydarzą się akurat Tobie. Dobrze mieć świadomość, że dasz sobie radę sama w razie W.
3. Intuicja to nie Twój wróg, ale przyjaciel. Jeśli czujesz coś całą sobą – uwierz temu.
Przykład. Zauważyłam ślad ugryzienia na nodze i zaczerwienienie. Do tego doszły dziwne objawy. Pierwsza myśl- borelioza. Jest rumień, niespecyficzny, ale jest. Objawy: wypisz, wymaluj – pasujące do boreliozy. Lekarz nr 1 stwierdził, że to odczyn alergiczny, a nie żadna Borrelia spp. Nie uwierzyłam. Lekarz nr 2 potwierdził diagnozę lekarza nr 1. Nie uwierzyłam. W końcu zdawałam biologię na maturze
Sprawdziłam na własną rękę. Wynik badania krwi: piękna borelioza. No i chuj, no i cześć. Od zawsze słyszałam, że się wymądrzam, zamiast zaufać lekarzom, którzy w końcu studiowali ileś tam lat, robili specjalizację itd.- słowem, znają się. Bullshit. Po raz kolejny zostałam źle zdiagnozowana, więc proszę Państwa – radzę wierzyć sobie, a diagnozę potwierdzać u kilku specjalistów. Wierz swojej intuicji, na pewno ją masz, tylko czasem ją zagłuszasz. O tym, jak obcy koleś w samolocie przewidział, że jestem chorą babą, przeczytasz tutaj: O chorej babie, kurczakach z KFC i Einsteinie
4. Wszystko mi sprzyja.
Kontynuacja poprzedniego punktu. Chcę wierzyć, że wszystko, co się nam przydarza, ma sens. Lepiej znać wroga, niż odkryć go w swoim ciele po latach. Pod tym względem jestem szczęściarą – rumień okazał się czymś pozytywnym. Mogłabym biadolić przy każdym życiowym zakręcie: dlaczego ja? U mnie istnieje silne połączenie przyczynowo-skutkowe: stres = choroba. A choroba to znak, że muszę zwolnić (patrz: punkt 1). W związku z tym nawet ta borelioza jest cenną wskazówką. To tak, jakby organizm wystawił czerwoną chorągiewkę z napisem: Zadbaj o siebie! Nie o wszystkich naokoło, tylko o siebie! Jakościowy sen, pożywne jedzenie, czas na relaks – to konieczność, a nie luksus. Znajomi mnie straszą, że ta Borrelia to trudny przeciwnik i zostanie ze mną na zawsze. Nie sądzę. Wyleczyłam się już z niej myślą, mową i uczynkiem. Myślą: nastawienie ma znaczenie, powtarzam sobie, że zwalczyłam krętki, temat zamknięty. Mową: głośno opowiadam wszystkim zainteresowanym o mojej wygranej. Uczynkiem: na wszelki wypadek, gdyby moje samoleczenie siłą umysłu i inne czary-mary nie zadziałały, przebrnęłam przez miesięczna antybiotykoterapię, Protokół Buhnera i zioła liposomalne. Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a działaj, jakby wszystko zależało tylko od Ciebie.😉
5. Marzenia się nie spełniają. Marzenia się spełnia.
Gdy słyszę, że ktoś marzy o podróży gdzieś tam, ale twierdzi, że to plan nierealny finansowo, po czym kupuje sobie najnowszego srajfona, by scrollować na Facebooku i Insta zdjęcia z wakacji znajomych, to sorry – to jego świadomy wybór. Działaj albo shut the fuck up!
Nie prokrastynuj! Jutro niepewne.

6. Szczęście to nie cel, a droga.
Jeśli nie doceniasz tego, co masz teraz, to nie docenisz niczego, gdy będziesz miał więcej. Cieszysz się z widoku porannego słońca? Nie? Samo to, że oddychasz, to DAR. Wiem, jestem trochę odklejona w tym temacie, ale serio tak myślę, nawet gdy życie czasem jest do bani. Doceniaj to, co masz. Póki to masz. Czasem less is more, więc nie czekaj aż wygrasz w lotka, urodzisz dziecko, kupisz mieszkanie, tłuszcz z brzucha wyemigruje w cycki, dostaniesz pracę marzeń albo znajdziesz królewicza na białym koniu, który rozwiąże wszystkie Twoje problemy (spoiler: nie rozwiąże, doda nowe). Nie ma lepszego momentu na bycie szczęśliwym niż TERAZ. A trawa u sąsiada wcale nie jest bardziej zielona. Tak Ci się tylko wydaje.
7. Ustawienie priorytetów to podstawa.
Czas nie jest z gumy. Ciężko pogodzić pracę, rodzinę, obowiązki małżeńskie (fuj, to zestawienie słów jest jeszcze gorsze niż „konkubent”), znajomych, pasje i odpoczynek. Mam bardzo wyrozumiałych znajomych i to cud, że chcą się ze mną jeszcze spotykać, mimo że ciężko zgrać terminy i czasem meetingi trzeba odwoływać w ostatniej chwili. Love you all! ![]()
8. Jesteś lustrem. Przyciągasz taką samą energię, którą sam/sama emanujesz
To jak w tym dowcipie: „Jedzie facet w tramwaju i myśli: Żona – zołza, przyjaciele – oszuści, szef – idiota, praca – beznadzieja, życie do dupy! Anioł Stróż stojący za jego placami wszystko skrupulatnie notuje i myśli: Dziwne życzenia i to codziennie, no cóż muszę je spełniać!”. Możesz w to wierzyć albo nie, ale to nie zmienia faktu, że tak to działa. Jestem tego żywym przykładem. Z mojej przemiany jestem mega dumna! A i życie jakieś takie bardziej kolorowe się wydaje odkąd przełączyłam trybiki w głowie.
Nowy rok bieży
Miniony rok był dla mnie łaskawy. Spełniłam kilka swoich marzeń. Pokonałam ograniczenia, które były tylko w mojej głowie. To był dobry rok. Mam nadzieję, że dla Ciebie też. A jeśli nie, niech kolejny będzie lepszy. Życzę Ci, żebyś tańczył/-a, jakby nikt nie patrzył, kochał/-a, jakbyś nigdy nie był/-a zraniony/-a i nie tracił/-a czasu na głupoty – poza czytaniem mojego bloga, ale w sumie tego nie można wrzucić do worka „głupoty”, tylko filozoficzne rozkminy Aldony, z których, mam nadzieję, coś dobrego wyniesiesz 🙂 Amen.
